Niebo Grossa

Małgorzata Krysińska, NTO z 20.12.1996r.

Z ołówkiem i dłutem w ręku minęło mu już z góry trzydzieści lat. Tworzy i marzy na przemian. Efektem tych twórczych zmagań są Rzeźby uświetniające już kilkadziesiąt polskich kościołów. Marzeniem życia-wykonanie olbrzymich rozmiarów "Ostatniej wieczerzy", która by miała wzbogacić surowe dotąd wnętrze położonego blisko zamku królewskiego kościoła w Madrycie.
Zygfryd Gross. Artysta sakralny z Leśnicy. Rzeźbi przeważnie w lipie, choć zdarza się, że i w dębie. Siłą swej wyobraźni i rąk zaklina martwe drewniane kloce w figury tak bardzo realistyczne, że sprawiające wrażenie, iż tylko na chwilę zastygło w nich życie. Każda z nich ma swoją historię, pełną rozterek, niepokojów twórczych, poszukiwań artysty.
Od pomysłu do jego realizacji mija kilka tygodni. Czasem, gdy któryś z pomysłów jest już wystarczająco mocno utrwalony w pamięci, artysta od razu chwyta dłuto. Znacznie częściej jednak najpierw przez kilka dni ślęczy nad rysunkiem- szkic musi być wierny obrazowi, który zrodził się w głowie, a przy tym perfekcyjny pod względem anatomii. Gdy rysunek jest gotów, twórca formuje z gliny model, i dopiero po jego ukończeniu ( trwa to do miesiąca) przystępuje do rzeźbienia. Jeśli figura jest duża - np. trzymetrowa – zajmuje mu to około ośmiu godzin dziennie przez kilka tygodni.
Dzieła Grossa rozsiane są po całej Polsce. Część z nich zobaczyć można w otwartej przez artystę galerii na Górze Św. Anny inne w kościołach. W Opolu: Maryję i Józefa - w kościele Świętego Jacka. W kościele w Dziewkowicach - św. Annę i Joachima. W Bełchatowie - świętą rodzinę i św. Barbarę. W Warszawie i w Chmielowcach - Chrystusa, w Rudach Śląskich - aż sześć różnych figur, w tym przegiętego pod krzyżem św. Franciszka.
Dzieło życia artysty jeszcze nie powstało, ale na ścianie pracowni wisi już jego projekt. "Ostatnia wieczerza". Jednak zupełnie inna niż wyobraził ją sobie Leonardo da Vinci. Na pierwszym planie widać stojącego Chrystusa, w kierunku którego rozemocjonowani apostołowie wyciągają dłonie. Twarz jednego z nich jest – zapamiętaną przez rzeźbiarza jeszcze w dzieciństwie - twarzą dziada z ruskiej bajki. Na stole nie ma nic, oprócz bochna chleba.
Figury - planuje Gross – będą wielkie, co najmniej trzymetrowe. Być może staną kiedyś - marzy - w budowanym od kilkudziesięciu lat madryckim kościele, który wraz z żoną oglądaliśmy podczas wakacji.

Strona z artykułem.