W pracowni Zygfryda Grossa

Teresa Sienkiewicz-Miś, Gość Niedzielny nr 51-52 20-27.12.1998r

Wąska uliczka Szkolna prowadzi mnie do pracowni rzeźbiarza. Wyglądające zza dużych szyb figury zastępują szyld. Wiem , że dobrze trafiłam. Wchodzę do ogrodu. Spod pierwszego śniegu przedostają się kamienne kompozycje, wśród nich niewielkie iglaki, pozbawione liści winorośla przytulają się do muru ogrodzenia. Żałuję, że nie trafiłam tu wiosną.
Zygfryd Gross urodził się w Leśnicy i pozostał jej wierny. Warsztat ojca, wytrawnego mistrza kołodziejstwa, rozbudował i stworzył w nim własne królestwo rzeźbiarskiej sztuki. Zanim to się stało, skończył szkołę średnią i równocześnie zawodową, przez siedem lat poznawał tajniki snycerstwa u mistrza Franciszka Masarza w Rybniku, po czym w 1961 roku zdał egzamin czeladnika, następnie zdobył tytuł mistrzowski, rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych jako wolny słuchacz, niestety, wcielenie do wojska nie pozwoliło mu sfinalizować tego ostatniego zamiaru. W 1979 roku Minister Kultury i Sztuki nadał mu honorowy tytuł mistrza rzemiosła artystycznego ze specjalnością rzeźby w drewnie.
Figurki świętych, postaci Matki Bożej, św. Józefa, św. Anny Samotrzeciej, Chrystusa spoglądają z wysokości najwyżej umieszczonej półki. Pod nimi rzeźby większe. Z boku główki gnomów, to pozostałości zamówienia realizowanego dla jednego z klubów golfowych. Pan Zygfryd pokazuje mi piękną, wysmukłą postać Madonny z Dzieciątkiem: - Ten wzorzec zakupiła ode mnie znana firma włoska do wyłącznego jej kopiowania.
Pracownia na parterze jest świadkiem wielu zmagań z materią, zanim wyłoni się z niej dwumetrowa postać Chrystusa Miłosiernego z kościoła św. Jacka w Opolu, czy wspaniała, monumentalna rzeźba św. Barbary z kościoła w Bełchatowie. Nie wiem, co jest w tym procesie najważniejsze, czy dobór drewna, czy zamysł autora, czy jego cierpliwość dochodzeniu do tej końcowej, widzianej gdzieś w głębi artystycznej wizji, formy. Dlatego męczę mojego rozmówce, być może nudnymi dla niego pytaniami.
Święta Cecylia - rzeźba w drewnie - Zygfryd GrossDowiaduję się, że najchętniej Zygfryd Gross rzeźbi w drewnie lipowym, chociaż nie stroni też od innych gatunków drewna, gdy wymaga tego dobro dzieła. Architektoniczną budowę organów w Bazylice św. Anny Samotrzeciej wykonał z trwalszego od innych drzewa dębowego. Zanim jednak drzewo będzie gotowe do obróbki, musi latami schnąć jak podkreśla rzeźbiarz: "naturalnie schnąć". Służy temu specjalny magazyn, w którym drewno sezonowe jest w zależności od gatunku i grubości, niektóre z kawałków dębu czekają na przykład aż dziesięć lat na swoją kolejkę dostąpienia do warsztatu rzeźbiarza.
Projekt rzeźby powstaje najpierw na papierze. Potem twórca kształtuje model z gliny, który pozwala mu korygowanie przestrzennej formy dzieła. Kolejnym etapem jest klejenie i dopasowywanie drewna do wymiarów odpowiednich dla przyszłej rzeźby. - Teraz można już wykuć w bryle drewna szkic rzeźbiarski i rozpocząć długą drogę dokonywania ciągłej korekty formy, aż osiągnie się jej końcowy kształt - mówi Zygfryd Gross. Najwięcej czasu zabierają końcowe prace, gdy trzeba dopracować rzeźbę w najmniejszych jej detalach, wymodelować anatomiczne szczegóły i zawiłości ornamentyki. Pan Gross nie ma pomocników, uważa, że dzieło, pod którym się podpisuje, musi sam wykonać do końca. Inaczej gryzłoby mnie sumienie - mówi twórca. Ostatnie czynności to bejcowanie, woskowanie lub polichromowanie.
Religijność matki Zygfryda Grossa wywarła wielki wpływ na jego formację katolicką w dzieciństwie i zadecydowała o jego dojrzałym byciu w Kościele. Jako ministrant spędzał wiele godzin przed ołtarzem, przyglądając się niemal każdego dnia dziełom sztuki, co z pewnością wywarło niebagatelny wpływ na obrany przez niego kierunek w sztuce, zdecydowanie sakralny. Jego rzeźby realistyczne i sugestywne w wyrazie, często bardzo surowe, ale i pełne matczynego ciepła delikatne Madonny z Dzieciątkiem, radosne Aniołki, wyniosła, pełna godności św. Barbara, Rodzina Święta i wiele innych rzeźbionych przez niego postaci znajduje się w kościołach w Polsce i za granicą. Najwięcej w diecezji opolskiej, gliwickiej i katowickiej, między innymi w Żędowicach, Rozmierce, Rożniątowie, Steblowie, Dziewkowicach, Szczepanowicach, Szymiszowie, Chmielowicach, Sosnowcu, Psarach, Katowicach, Opolu, ale również w Bełchatowie, Częstochowie, Wrocławiu, Warszawa, Rzeszowie, w Berlinie i we Włoszech.
W roku 1978 Zygfryd Gross został laureatem prestiżowej nagrody im. Brata Alberta Adama Chmielowskiego, przyznawanej za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki sakralnej. Zygfryd Gross otrzymał ją za kościelne rękodzieło artystyczne. Prace artysty eksponowane są na wystawach organizowanych w galeriach artystycznych w Krakowie, Warszawie, Łodzi, Częstochowie, we Wrocławiu, za granicą (głównie w Niemczech).
Raz wystawił na użytkowej wystawie w Opolu wykonany przez siebie komplet wypoczynkowy, za który zdobył najwyższa nagrodę – Laur "Najlepszy Produkt".
Wystawy i nagrody są tylko epizodami codziennym żmudnym zmaganiu twórczym. Codzienność to godziny i dnie spędzone nad bryłą drewna, to powolne wyzwalanie formy wymarzonej, najdoskonalszej. Czy zawsze się to udaje, wie tylko twórca. Przeciągam rozmowę z panem Zygfrydem, spokojnie pijemy kawę. Obok rozjaśnione piętro pracowni pełne rysunków, szkiców dawnych i obecnych, pamiątkowych modeli w glinie zrealizowanych już kiedyś rzeźb, głów, popiersi.
Oderwałam mistrza od pracy, która całkowicie go pochłania od jakiegoś czasu. Wykonuje barokowy wystrój do nowych organów w sanktuarium na Górze Świętej Anny. Ten instrument został od podstaw zbudowany przez czeską firmę Grygara i wykonana została drewniana jego architektura. Na samym szczycie organów widnieje postać św. Cecylii, wyrzeźbiona przez mistrza Zygfryda Grossa, teraz realizowana jest bogata ornamentyka, pełna barokowo-rokokowych splotów akantu, a w przyszłości wyrzeźbione zostaną muzykujące aniołki. Pod pozytywem organów umieszczone zostały już na liściach akantu rozśpiewane postacie aniołków. Gdyby udało się konsekwentnie zrealizować do końca ambitny projekt, wykonany przez wytrawnego znawcę baroku Georga Mitschke, organy na Górze Świętej Anny należałyby niewątpliwie do najpiękniejszych na Śląsku, jedynych w pełni barokowych organów zbudowanych w powojennej Polsce.
– Swój spokój w pracowni - mówi pan Zygfryd Gross – zawdzięczam żonie Annie, która wszystkie obowiązki, łączące mnie z pracą wykraczającą poza pracownię, przejęła na siebie.
Dziękuję gospodarzowi za rozmowę, żałując w skrytości, że czas tak szybko płynie.